poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 15

Wyjmuję broń i wydaję kolejne strzały. Chłopaki asekurują mnie, ale wiem że też muszą walczyć. Uwielbiam nocne starcia o życie...
Nie cierpię tego gangu i się zemszczę. Sprawia mi wielką przyjemność, gdy mogę ich wszystkich powybijać.
Zadowolony wracam samochodem do domu. Zatrzymuję się na światłach, a moje palce stukają o kierownicę. Deszcz mocno zacina. Przed moimi oczami staje obraz z dzieciństwa.

- Tato zwolnij! Boję się. Proszę, tato! – krzyczę, gdy auto gwałtownie skręca na śliskiej drodze.
Nie robi tego. Jeszcze przyśpiesza i śmieje się. Przytulam się do poduszki z tyłu auta. Chcę do domu. Mamo przytul mnie.
Wbiegam do małego, starego budynku zapłakany. Mama stoi w progu w szarej sukience, blada i przerażona. Kuca, biorąc mnie w ramiona. Jej dłoń opiekuńczo głaszcze moje włosy. Wtulam się w jej klatkę, trzęsąc ze strachu. Słyszę śmiech taty za sobą.
- On się boi! Po co z nim jechałeś tak szybko?! – ona wiedziała. Wiedziała, że tata lubił gdy się bałem. – Sam możesz tak jeździć, ale nie z Harry’m.
- Nie interesuję mnie co o tym myślisz. Mam ochotę to z nim jeżdżę stara szmato. – takie wyzwiska z jego strony były normą. Ciągle je słyszałem.
- Nie mów tak do mnie! – mama wstaje i mnie puszcza.
- Będę kurwa mówił jak będę chciał – odpycha mnie od niej i przypiera do ściany. Bardzo mocno. Mama się dusi, a ja stoję przerażony. Krzyczę, gdy rzuca nią o komodę. Ale nie mogę nic zrobić. Kopie mnie nogą tak, że uderzam o ścianę. Płaczę, patrząc na rodziców. Głowa mamy uderza o  kant mebla…
- Nie!  - krzyczę głośno. – Mamo! Mamo!
Nie reaguje. Jej ciało osuwa się po komodzie. Mamo…
Mrugam oczami wracają do rzeczywistości.
Wracam do domu. Parkuję w garażu.
Zmykam auto i wchodzę do domu. Stół jest nakryty i palą się na nim świeczki.
Zdziwiony zdejmuję marynarkę. Do salonu wchodzi Chloe niosąca świetnie wyglądającego kurczaka.
 - Cześć.
- Cześć. Masz urodziny? O czymś zapomniałem? - odwieszam materiał na krześle.
- Nie. O niczym nie zapomniałeś. Pomyślałam że będzie Ci miło jak wrócisz z pracy..
Podchodzę do niej z uśmiechem. Przyciągam brunetkę do swojego torsu, jednym ruchem ręki. No i jeszcze taka ładna pudrowa sukienka na niej, dodaje ogromnego uroku.
- Jest mi bardzo miło, że po udręce z chłopakami, mogę spędzić tak z tobą wieczór.
Zostaje obdarowany jej uśmiechem i zupełnie niewinnym całusem w policzek. Wszystko jest gotowe i razem siadamy do stołu. Przyznawałem kiedyś, że umie gotować. Teraz tym bardziej zdania nie zmienię. Wstaję i podchodzę do fotela, biorąc krawat który tam leży.
Powoli zawiązuję oczy dziewczynie. Unoszę kieliszek wina, pijąc łyk alkoholu ale go nie połykam. Ciągnę lekko za włosy Loe, a jej głowa odchyla się do tyłu. Rozwieram jej wargi i dzielę się trunkiem.
Brunetka połyka alkohol i zagryza wargę uśmiechając się. Całuję ją w usta. Tym razem moje palce są w winie. Przejeżdżam nimi po jej wardze i wsuwam powoli.
Owija wokół nich wargi mrucząc cicho.
Uśmiecham się lekko. Ładny widok. Teraz ona jest pod kontrolą. Sięgam po widelec i powoli ją karmię.
Śmieje się grzecznie jedząc.
Kończymy tak naszą kolację. Dalej ma zawiązane oczy. Podnoszę ją i niosę na górę. Trzyma się kurczowo mojej szyi. Wchodzimy do ostatniego pokoju. Kładę ją na łóżku i całuję delikatnie w usta. Z pomrukiem odrywam się i przejeżdżam palcem po jej wardze. Otwiera usta chcąc coś powiedzieć ale rezygnuje i jedynie marszczy brwi. Nic nie mówię. Podnoszę się i zdejmuję białą koszulkę. Rzucam ją w kąt pokoju. Chwytam za kostki Chloe i rozsuwam jej nogi.
Dziewczyna piszczy zaskoczona i zgina je w kolanach.
Jest boso. Zapinam jej nogi, ale tylko nogi. Aby ich nie zaciskała. Znów krótko całuję ją w usta i pomagam jej usiąść. Moje palce na trafiają na zamek od sukienki. Rozpinam go, a materiał ściągam brunetce przez głowę.
- Czemu to zrobiłeś? - pyta poruszając stopą jak tylko to jest możliwe.
- Bo będziesz się wiercić, a nie chcę cię ciągle upominać.
- Ugh.. ale to mało komfortowe.
- Zaraz o tym zapomnisz kochanie - przesuwam rękoma po jej udach i masuję. Ma bardzo ładny komplet bielizny.
Jej ciało reaguje na każdy mój dotyk.
Wygina się i mruczy. To seksowne. Pozbywam ją majtek i stanika. Wpijam się w jej szyję. Jej palce od razu odnajdują moje włosy ciągnąc za nie lekko. Schodzę niżej. Lekko przygryzam jej pierś, a chwilę później mój język krąży wokół ciemniejszego szczytu na niej. To samo robię z drugą piersią.
-Harry.. - Słyszę poprzez szybki oddech.
Mój język przesuwa się po jej mostku, coraz niżej.
Zostawiam po sobie gęsią skórkę na jej ciele.
Dochodzę do jej kobiecości. Składam delikatny pocałunek i sięgam po mały pejcz. Przesuwam skórzanymi paskami po jej wrażliwym miejscu, a potem lekko uderzam.
- aaa! - zamki blokują gwałtowny ruch jej nóg.
Wiem, że ją to nie boli. To dla niej przyjemne, tylko nowe.
- Harry.. - jej oddech przyspiesza jeśli to w ogóle możliwe.
- Tak kochanie? - znów to robię.
Stara się usiąść. Jej myśli muszą być chaotyczne jak i wiązanki które po cichu wypowiada. Przechylam ją do tyłu i wstaję. Z szafki wyjmuję wibrator. Nie używany, więc trzeba wypróbować. Unoszę jej pupę, aby było łatwiej.
-C-co ro-o-bisz? - dyszy.
- Sprawiam ci przyjemność – prócz mojego mechanicznego zastępcy, stymuluję ją palcami.
Jęczy zagłuszając wszystko inne. Próbuje złączyć nogi ale jest to niemożliwe. Prawie dochodzi, widzę to i wtedy przestaję. Cofam ją z nad krawędzi orgazmu. Nie będzie tak łatwo.
- Proszę.. - skomli.
- O co mnie prosisz?
- przestałeś.
- A nie wolisz mnie?
- Tak. Tak wolę. Już Harry.. - wije się.
Uśmiecham się zadowolony i rozpinam spodnie. Potem zsuwam bokserki. Sięgam po kolejną prezerwatywę. One są w całym domu. Zabezpieczam się i zagłębiam w ciasnej dziewczynie. Moje ruchy są szybkie oraz zdecydowanie. Pieprzę ją pół nocy.
Rano budzę się sam w łóżku. Powoli wstaję i ubieram się w sypialni. Gotowy schodzę na dół.
Biorę zaparzoną kawę i nalewa do kubka.
- Chloe?!
Nie słyszę odpowiedzi. Unoszę zdziwiony brwi. No dobra. Jem śniadanie, a potem jadę do firmy.
Cały dzień zajmuje się papierową robotą.
Przynajmniej jak brunetka przychodzi do firmy, to mam lepszy humor.
Bierze butelkę wody z mojej lodówki i opróżnia połowę za jednym zamachem.
- A ty co? Biegałaś?
- Jest po prostu gorąco. W spódnicy raczej nie biegam.
- spieszyłam się . W spódnicy raczej nie biegam.
- A po co się spieszyłaś?
- Miałam kilka spraw do załatwienia - opiera się o biurko.
Skradam jej całusa i uśmiecham się. Mam nerwowy dzień.
- Byłam u ojca.. Dlaczego Liam dalej tam pracuje?
- Liam tam pracuje? Nie wiem. Po co bylas?
- Nie ważne. Myślałam że Ty mu kazałeś.
- Nie. On chyba pilnuje czy twój  ojciec nie  sprzedaje kolejnej.
- Aha...
- Kobiety. No nie ważne.
-Tak, nie ważne.. - bawi się butelką.
- Chodź tu - biorę ją na kolana. -Nie zabiłem go, bo to twój ojciec.
- Rozumiem.
- Przepraszam - odbieram telefon. Ciśnienie mi skacze od razu. Przegrali kolejny przetarg. No zajebiście !
Praktycznie rzucam słuchawką. Ci debile nie umieją nic.
Styles to, Styles tam to. Za co ja płacę?! Przyjdą, to Kurwa takie kazanie dam ze od piątej będą pracować aż zrobią.
- Co się stało?
- Zjebali ważną sprawę drugi dzień pod rząd.
- Spokojnie - gładzi Palcami mój policzek.
Zamykam oczy, a pięść Zaciskam. Spokój Harry. Nie możesz się na nią wkurzać. Nie jej wina.
- dasz sobie radę. Kto jak nie ty?
- Jak dobrze, że ja ciebie mam - wtulam twarz w jej pachnące włosy.
- Tak, ja też się cieszę - przytula się do mnie.
Dużo się zmieniło. Od tam tego czasu kiedy ją porwałem … Teraz jest naprawdę dobrze.
- Jest dobrze. - całuje mój usta i wstaje. - musze iść.
- Gdzie?
- Mam jeszcze parę spraw w mieście. Bank, poczta..
- Więc cię zawiozę, bo jak zostanę to kogoś rozszarpię. Po co ty idziesz do banku?
-poradzę sobie. Masz ważniejsze sprawy. - bierze torbę i zakłada na ramię.
- Po co do banku?
- Jezu Harry nic takiego. - bierze butelkę, całuje mnie i wychodzi.
Po co ona idzie do banku? Ma konto, ma pieniądze ode mnie.
Patrze przez dłuższą chwilę przez okno na nią, aż znika z mojego pola widzenia.
Wracają moi pracownicy. Zbieramy się w konferencyjnej, a ja nie szczędzę słów.
Wszyscy wychodzą ze spuszczonymi głowami i bardzo dobrze. A potem dzwonię do Liama. Niech przyjedzie i wyjaśni co tam jeszcze robi.
Zjawia się u mnie pół godziny później.
- Po co dalej tam chodzisz?
- Nie kazałeś mi przestać,  miałem mieć go na oku.
- A no tak...Dobra.
- idzie się z wami pogubić. Przecież dobrze pamiętam jak Chloe u mnie była.
- Słucham?
- Co.
- Była u ojca, a nie u ciebie.
- No była dzisiaj u ojca. Do mnie ją jeszcze kiedyś wysłałeś. Powiedziała że masz dużo roboty więc mam się do niej zwracać.
- Pogubiłem się.
- powiedziała że mam go dalej pilnować ale kazałeś kierować mi się do niej.
- Aha...
-To ten.. Ja znikam. - ulatnia się.
Skołowany wracam do domu. W kuchni krząta się Chloe, a jej włosy są.. Trochę za ramiona.
- Jak mogłaś?
- Co? - odwraca się w moją stronę.
- Włosy...
- A tak... byłam u fryzjera.
- One były najpiękniejsze...ugh - siadam na krześle.
- Nie przesadzaj. To tylko włosy. Chciałam to ścięłam.
- Niestety.
- To tylko włosy - powtarza.
- Jak odrosną to nie ścinasz.
- Nie odrosną. Nie chciałam od razu ścinać więcej ale za jakiś czas to pewnie zrobię.
- Nie! - krzyczę. - Mowy nie ma. Nie pozwalam. Tak ci było najlepiej. Masz śliczne włosy, a nie pięć na krzyż - uśmiecham się i całuję ją w policzek.
- Chyba trochę przesadzasz.. - kładzie ręce na biodrach.
- Niee.
- Tak. Zresztą nie będę się ciebie pytać - prycha.
- nie przesadzam, ale nie ścinaj ich już. Przecież nie mówię ci, żebyś okropnie wyglądała, ale twoje długie włosy to taki ...Oryginał ciebie.
- Oryginał?
- Tak.
- Proszę cię..
- Akurat mówię poważnie.
- mi się podoba.
- Ale nie krócej.
- Harry no..
- Nie.
- Harry.. - tupie nogą.
- Nie.
- pieprz się - burczy zła i siada do stołu.

Bardziej mnie to bawi niż denerwuje. Ja jej tylko powiedziałem jak dobrze wygląda. Jak będzie mieć krótsze to będzie wyglądała poważnie. Jemy w ciszy zupę którą zostawiła Emily. Potem idziemy do salonu. Ogarniam nieco wiadomości na komputerze.
`~*~*~~~
Brawo, brawo, brawo. Naprawdę! Więc i ja wywiązuję się z obietnicy.
Ale naprawdę jest was tu dużo, komentujcie :)
POZA TYM CHCIELIŚCIE OPOWIADANIE FIFTY SHADES OF WHITE, A TAM MARNO Z KOMENTARZAMI. TO SAMO Z GODFATHER http://godfather-fanfiction.blogspot.com/

23 komentarze:

  1. Hahahaha. Powazna chloe.
    Swietny ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział! <3
    Czekam na next'a! :*
    Kocham!
    Zapraszam...

    http://changemymind-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/

    http://punk-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    http://hellobaby-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    http://wondreams-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. haha klutnia o byle co

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak główną bohaterka ma na imię ile ma lat?

      Usuń
    2. Shailene Woodley grała w gwiazd naszych wina

      Usuń
  4. cudowny - mona

    OdpowiedzUsuń
  5. nie chce mi sie komentowac ani nic wiec pisze zawsze "<3"
    wiec <3

    OdpowiedzUsuń
  6. kto robi szblony ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebisty czekam na nn:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebisty <3 więcej proszę takich scen :3 xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Co ona ukrywa? Poco kazała Li szpiegowac ojca to nienormalne. Ona cos planuje a Hazza to odkryje:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rewelacyjne ♥

    /Kaja

    OdpowiedzUsuń